Szukanie Jezusa
Spotkanie z tym człowiekiem na długo pozostanie w mojej pamięci. Spacerowałem po parku wożąc w wózku moją wnuczkę. Kołysałem wózkiem bo usypiałem maleństwo, przysiadłem na ławce kiedy już usnęła. Alejką parkową szedł mężczyzna z pochylona mocno głową i płakał. Zastanowiłem się, dlaczego, ale nie pytałem, patrzyłem tylko na niego. Mężczyzna przystanął i po uprzednim zapytaniu usiadł obok mnie na ławce. Opowiadać zaczął sam. Powiedział, że płacze, bo się pogubił w życiu, szuka wsparcia. Wie, ze tylko Jezus Chrystus może mu go dać. Opowiadał mi, że się bardzo rozpił, wódka sprawiła, że stracił rodzinę i wszystko co posiadał. Teraz szuka sensu swojego istnienia i nie może go znaleźć. Nie ma mieszkania, śpi na ogródkach działkowych i stał się żebrakiem. Powiedział mi, że Jezus Chrystus to widzi i nie chce mu pomóc, pytał się mnie dlaczego tak jest. Nie potrafiłem mu odpowiedzieć na te pytania. Długo siedzieliśmy tak na tej ławeczce, ale już był czas, żeby wnuczkę na karmienie do domu zaprowadzić. Nie chciałem robić przykrości nieznanemu zostawiając go samego na tej ławce i zaproponowałem, żeby poszedł ze mną to dam mu coś do jedzenia. Zgodził się chętnie i wstaliśmy razem z ławki. Poprawiłem wnuczkę w wózku, obróciłem się do nieznajomego, a jego nie było. Nie było nikogo. Zacząłem go szukać po pobliskich alejkach, ale nikogo nie było, zastanawiać się zacząłem czy to czasami nie szukam Jezusa Chrystusa. Tak to było dziwne zdarzenie, ale szukam go do dzisiaj.

